Dlaczego kot walczy o swoje terytorium?

Dlaczego kot walczy o swoje terytorium?
Oceń
(Ocena: 5, Głosów: 1)
Ponieważ terytorium, to matka, która go chroni. Koty żyją samotniczo, ale wyznaczając terytorialne ramy swojego bycia odzyskują w pewien sposób obszar matczynej czułości: bogatą w zasoby żywieniowe przestrzeń, której istnienie zapewnia im przetrwanie. Tak, jak dla człowieka przestrzenią tą jest rodzina i społeczeństwo, a dla zwierząt stado, tak dla kota jest to terytorium, które obsikując sam wyznaczy. Tyle tylko, że ta pierwotna działalność, z której nie zrezygnował mimo długiego już pobytu w człowieczym domu, jest dla niego bardzo stresująca. Czy zatem wolno nam pozostawiać kota w stanie jego dzikości, czy raczej powinniśmy go zaadoptować jeszcze bardziej, w taki sposób, aby kolejne pokolenia kotów utożsamiały terytorium z domem swojego opiekuna? Jest to niezwykle ważny problem, który można w zasadzie przetłumaczyć na dylemat: wypuszczać kota z domu, czy nie wypuszczać? Kot jest wyposażony naturalnie do walki o swój teren, ale też walka o niego zużywa całe jego zasoby energetyczne. Popęd terytorialny łączy się u niego z seksualnym, które razem sprawiają, że przemykający bocznymi uliczkami kot jest w wiecznym (po)pędzie. Nie jest to jednak aż tak swobodne zachowanie, jak można by się po kocie spodziewać. W kocie rozgrywa się wówczas darwinistyczna walka o przetrwanie, która czyni go bezwzględnym, np. wtedy kiedy zagryza nowonarodzone kocię, tylko dlatego, że inny kocur jest jego ojcem. Na swoim terenie koty muszą dominować w każdej dziedzinie. Kot nie wychodzi więc na dwór – dla niego to dżungla, a on sam jest w niej wielkim tygrysem. Jest to dla niego zachowanie naturalne i mimo upływu czasu i pewnego udomowienia, nadal bardzo silne. Czy możemy więc kastrować koty i pozbawiać je dzikiej platformy, na której odtwarzają naturalny spektakl Przyrody, a więc to, co jest im przyrodzone? Dla wielu opiekunów kastrowanie kotów jest zabiegiem oczywistym i naturalnym. Tak, jak kot uważa swoje przyrodzenie za naturalne, tak człowiek obecnie uważa za naturalne odjąć mu je. Tym samym kot przestaje być samodzielnym stworzeniem, dokonującym spektakularnych akcji łowieckich. Na każdym terenie staje się łatwym do przegonienia intruzem. Kastracja jest więc jednocześnie założeniem kotu smyczy, bo oto będzie za nami chodził widząc zawsze w naszych rękach prawdziwe albo potencjalne jedzenie. Z drugiej strony owa „smycz” może być także pępowiną, nie odciętą, ale założoną dopiero, w ten sposób kot stanie się naszym prawie że dzieckiem, z którym jesteśmy zrośnięci karmiącym przymierzem. Tyle tylko, że jeżeli dokonujemy tej cywilizacyjnej procedury na kocie musimy liczyć się z koniecznością stworzenia w domu „zastępczej dżungli”. O ile bowiem kot będzie już mniej zdolny do samodzielnego przeżycia na zewnętrznym terytorium, o tyle jego instynkty pozostaną i poprzez uporczywe miauuczenie będą domagały się realizacji. Jednym z głównych czynników przemawiających za kastracją jest fakt, że koty stają się wówczas mniej skłonne do uciekania z domu. Nie mają już wówczas potrzeby walki. W ten sposób mogą, ale nie muszą – bo to ostatecznie do kotów należy wszelka decyzja – skupić swoją energię na relacji z opiekunami. Niemniej jednak nie oznacza to, że kot traci swoje instynkty. Przeciwnie, wszystkie one pozostają z kotem, który traci jedynie kanał ich realizacji. Oznacza to, że należy kotu stworzyć takie warunki w domu, aby nie przyjął on pozycji wtórnego uśpienia. Często bowiem koty odcięte od swojego dzikiego świata stają się rozleniwione i znudzone. I o ile spanie jest dla nich elementem rozwoju, kiedy mogą polować, o tyle zamknięte w domu zasypiają z konieczności. Jeżeli tego nie robią zajmują się przewracaniem i wywracaniem wszystkiego, co tylko sprawi im radość. Kastracja chroni je przed wieloma niebezpieczeństwami zewnętrznymi (w tym silnego stresu związanego z obroną terytorium), ale z drugiej strony naraża na stres zamknięcia i unieruchomienia. Decydując się na krok kastracyjny nie można zapominać o tak ważnym czynniku, jak odtworzeniu warunków terytorialnych w domu, którego teraz kot staje się Panem. Wykastrowany kot musi mieć w domu przestrzeń, która będzie imitowała terytorium, tak by mógł na nim prowadzić swoją małą walkę o przetrwanie. Z tej przyczyny wiele czynników musi kotu sprawiać łowiecką trudność. Jedzenie to łup, a podanie go w misce bez uprzedniej walki, choć oczywiście cieszy kota, to nie tak bardzo, jak wtedy, kiedy mógłby on to jedzenie zdobyć własnym sprytem. Kot oprócz jedzenia potrzebuje satysfakcji, a będzie ją miał wtedy, kiedy włożymy je do jakiś miejsc wobec których będzie musiał się wykazać. Mogą to być spreparowane z kartoników od papieru toaletowego tunele, a mogą to być także specjalne karmiki dla kotów.
Co ważne, kot musi mieć jedzenie w paru miejscach strategicznych domu. Woda musi być zawsze świeża, a razem z jedzeniem muszą znajdować się w bezpiecznej odległości od kuwety. Kuwetę należy przynajmniej raz w tygodniu myć nie inwazyjnym płynem, ponieważ kot czuje zapach własnego moczu, który osadza się na ściankach kuwety, a jest to dla niego stan krępujący. Można to rozpoznać po tym, że sam oczyszcza łapkami ścianki kuwety. Co więcej, należy kotu przynajmniej raz dzienne zapewniać rozrywki „łowieckie”, np. samochodziki na baterie lub patyczki z piórkami. Te pierwsze imitują uciekające myszy, drugie natomiast ptaszki. Ważne by kot miał poczucie, że ściga się ze swoimi „ofiarami”, dlatego wabiąc go zabawką musimy zawsze stawiać ją w pozycji uciekającej do kota, bo ten wie, że mysz nie będzie pochodziła mu pod łapy, ani też nie zrobi tego ptak, który wie, że za chwile zostanie zjedzony. Na koniec „łowieckiego” rytuału należy pozwolić kotu swoją ofiarę „zjeść”. Kot będzie ją gryzł i przeżuwał i mimo tego, że realnie nic nie zje, to będzie odczuwał satysfakcję. Po całej ceremonii należy poczęstować kota prawdziwym jedzeniem, tak by swoje łowieckie działania mógł skojarzyć z konkretnym łupem. Niemniej ważne jest, aby kot posiadał w domu kilka strategicznych miejsc, w których będzie mógł obserwować otoczenie. Koty uwielbiają wysokości, bo na nich mogą kontrolować to wszystko, co się dookoła nich dzieje. Można zaopatrzyć mieszkanie w specjalne drzewka, albo też po prostu uprzątnąć wierzchy szafy i tam zezwolić mu na królewskie panowanie. Dom musi być dla kota ciekawy i przynajmniej w jakimś stopniu posiadać tajemnice dworu: drzewiastego terytorium o licznych rozgałęzieniach prowadzących we wszystkie strony świata. Im więcej kryjówek, miejsc tajemnych i ciemnych, tym większe poczucie bezpieczeństwa dla kota, który będzie mógł się schować i tam przeczekać w skupieniu „wielkie niebezpieczeństwo”, które być może nadejdzie i zakończy się… przestawieniem miseczki z jedzeniem. Kot walczy o swoje terytorium, a w domu, kiedy nie musi tego robić, musi przynajmniej walczyć, nawet z wiatrakami, ale to będzie rozwijało go w jego kociej naturze i przez to czyniło spokojnym przynajmniej o własną dzikość.

Komentarze

Wszystkie komentarze
  • 0

    PODOBNIE JAK PATRIOCI Z LEWAKAMI WALCZĄ O SWE MIEJSCE W KRAJU,PODOBIE KOTY... https://www.youtube.com/watch?v=dtWfNgQ02NU

  • 0

    To Ci się udało obrażasz mężczyzn, a przy okazji Gdybasz nie mając dowodów na to czy pisał ten artykuł facet czy kobieta więc daruj sobie... a i zapomniał bym gratuluje braku panowania nad emocjami ;] ... co do artykułu trochę prawdy jest a troszku nie... ale nie unoszę się bo ile kotów tyle przypadków, charakterów i nie standardowych zachowań ... w końcu nie znamy zwierząt do końca i ciągle nas zadziwiają pozdrawiam "Facet".

  • 0

    O czym właściwie jest ten artykuł? O dylemacie „wypuszczać - nie wypuszczać” czy „kastrować - nie kastrować”?? Kastracja nie zabija w kocie instynktu do walki o terytorium - mój kot jest wykastrowany, wychodzi na zewnątrz kiedy chce (ma „kocie drzwiczki”). Czasami wraca zadrapany, raz został ugryziony. Walczy o swoje terytorium. Kastracja sprawia jedynie, że nie walczy o kotki, nie udaje się w kilkudniowe/tygodniowe wyprawy w poszukiwaniu partnerek. O terytorium walczy. Nie rozumiem stwierdzenia, że kastracja naraża kota na stres zamknięcia i unieruchomienia - kastracja to zupełnie co innego, niż odbieranie kotu wolności. To zupełnie co innego, niż pozbawianie kota możliwości przeprowadzania „spektakularnych akcji łowieckich” - mój kot przynosi do domu i myszy i ptaki. Nie chodzi też za mną i bardzo rzadko miauczy. Na dodatek, koty, wbrew pozorom, to stworzenia socjalne, potrzebujące kontaktu zarówno z ludźmi, jak i innymi zwierzakami. Miałam dwa kocury (jeden zginął pod kołami samochodu prawie pół roku temu). Widziałam, jak się koty razem bawią, śpią, wylizują sobie futerka. Widziałam, jak przychodzi do nich koci kolega. Widziałam, jak kot przeżywa śmierć towarzysza. Codziennie widzę, ile przyjemności daje kotu obcowanie z człowiekiem. Koty polują w samotności. Ale pisanie, że są samotnikami, to po prostu powielanie stereotypów. Czy osoba, która pisała ten artykuł, miała kiedykolwiek kota? Czy obserwowała na codzień zachowanie tego zwierzaka? Czy wie, jaka więź pojawia się między kotem a jego opiekunem? Szczerze? Wątpię. Nie chcę nikogo obrazić, ale wg mnie ten artykuł to stek bzdur i sprzeczności, napisany zapewne przez „mężczyznę”, który swoją męskość łączy jedynie z posiadaniem „przyrodzenia”. Bardzo długo zastanawiałam się, czy kastrować kocura czy nie. Jak również, czy wypuszczać, czy nie. Zdecydowałam się na kastrację i wypuszczanie. I nadal uważam, że podjęłam właściwe decyzje. Eliza