Dlaczego kleszcze sycą się naszym kotem?

Dlaczego kleszcze sycą się naszym kotem?
Oceń
(Ocena: 5, Głosów: 1)
Kot jest kręgowcem, a więc tak jak pies i człowiek stanowi dobre pożywienie dla kleszczy. Należy jednak w pierwszej kolejności zwrócić uwagę na to, że kleszcz jest pasożytem, a więc nie posiada własnego bytu. Jest uzależniony od swojego nosiciela. Tak został zaprogramowany przez Naturę. Nie jest wrogiem naszych kotów i psów, tylko żyjątkiem, które potrzebuje krwi swoich ofiar do tego, aby rozwinąć się i żyć. Kleszcz jest prawdziwym Wampirem, który został przeklęty przez los i pozbawiony możliwości samodzielnego bycia. To wydmuszka, która dopiero ma nauczyć się tego, co wszystkim kotom i psom przypadło w udziale w sposób naturalny. Kleszcz to jednak żyjątko podłe, ponieważ w zamian za istnienie oddaje swojemu dawcy chorobę, a bywa, że nawet śmierć. Jak w takim razie postępować, żeby Przyroda była syta i kot cały? Czy takie postępowanie jest w ogóle możliwe?

Mistyczna funkcja kleszczy

Kleszcz to istnienie tragiczne, ponieważ nie może być wdzięczne. Potrafi tylko brać i to brać w całości. Samo zaś nigdy nie daje, ponieważ nie może. Na świecie istnieje 850 gatunków tych pajęczaków, z czego 20 występuje w Polsce. Najbardziej popularnym jest kleszcz Ixodes Ricinus. Najbardziej niebezpieczną formą kleszcza jest larwa i nimfa, ponieważ są to stadia przejściowe pasożyta pomiędzy byciem tylko jajem a już w pełni rozwiniętym imago. Imago to kleszcz, który dumnie może nazwać się tym, kogo krew pobiera, natomiast larwa i nimfa kleszcza żądzą się jeszcze potrzebą dojrzewania. To konieczność posuwania się w rozwoju czyni z kleszcza najbardziej niebezpiecznego przeciwnika naszych zwierząt, ponieważ pajęczaki te wykazują wówczas największą potrzebę żerowania na swoich ofiarach. A jednak można by trochę ku własnemu przerażeniu spojrzeć na sprawę w nieco szerszej perspektywie i zapytać, czy kleszcz nie jest dla kota zemstą myszy? Lub zemstą ptaszka? Nie jest to oczywiście wyjaśnienie logiczne, ale mistyczne, w którym Przyroda okazuje się dawcą życia i jego biorcą. W starożytności tę postać świata przedstawiano w osobie bogini Mojry, która jako jedyna nie podlegała prawom wyznaczonym przez greckie bóstwa. Była opiekunką nieubłaganych praw świata, a jako takiej podlegali jej wszyscy. Z jednej zatem strony była matką dającą życie, z drugiej śmiercią. W przypadku, o którym mówimy choroba i śmierć występowałaby pod niepozorną postacią pasożytniczego kleszcza, który spełnia wielką misję wyrównywania.

Kiedy kot staje się kleszczem

Wyrównywanie, o które idzie odnosi się do tego, że kot je myszy i ptaki, które przecież chcą żyć. Tak, jak kot mówi do nich: „pożywcie mnie”, tak kleszcz mówi do kota „wypełnij mnie”. Przyroda, o ile chce się zgodzić na ten manewr w przypadku myszy i ptaków, o tyle też musi uczynić z kota pożywienie dla kogoś innego. Złośliwie, tak bystry w swoim byciu kot zostaje tutaj zakleszczony przez całkowicie jałowe, głupie i niepożyteczne istnienie, jakim jest kleszcz. Sprawiedliwa zemsta nie oznacza oczywiście, że na kleszcza można się zgodzić. Ale zanim wyjmiemy jego odwłok z kota możemy dokonać pewnego pokornego pojednania się z Wyższym Porządkiem i podziękować wszystkim 35 gatunkom ptaków za to, że zgodziły się wyczerpać swoje istnienie w kocich żołądkach. O ile kot je myszy, o tyle kleszcz je kota i przynajmniej z punktu widzenia Przyrody jest to całkowicie naturalny proces, który pozwala zwrócić kleszczowi honor, nawet jeśli zaraz po tym musimy go unicestwić.

Jak kot staje się obiadem

Kiedy wypuszczamy kota na dwór musimy liczyć się z tym, że może być złapany przez kleszcza. Pasożyty te czają się na leśnych dróżkach i łąkach, zazwyczaj w bardzo upalne dni. Czekają przyczepione do łodygi lub pod liściem, kiedy to za pomocą tzw. narządu Hallera wyczuwają, że zbliża się ich ciepła i krwista ofiara. Kiedy kleszcze widzą możliwość przekroczenia własnego statusu wydmuszki potrafią skakać na swoją ofiarę nawet z bardzo dużych odległości. Co wtedy się dzieje? Kot, pies lub człowiek nic nie wie o tym, że zaczyna użyczać swojego życia komuś tak wielce małemu. Obiadem stajemy się po cichu. Kleszcz wstrzykuje kotu lub psu substancję znieczulającą i w ten sposób może w dowolnie długim okresie czasu spijać, co jego. Dlatego też bez intencji znalezienia kleszcza nie będziemy wiedzieli, że taki występuje na naszym ciele. Dopiero dokładne przeszukanie kociej głowy, karku i pachwin, a także okolic odbytu oraz pyszczka, pod kątem występowania zanurzonych w ciele kleszczy, pozwoli nam na odpowiednie działanie, które musi zostać podjęte w przeciągu 48 godzin od momentu rozpoczęcia przez kleszcza obiadu. Dwa dni to czas, jaki potrzebny jest kleszczowi na najedzenie się do syta, które kwituje wymiotami. Dopiero wtedy przenosi do ciała kota niebezpieczne dla jego życia choroby.

Usunąć pasożyta

Usuwanie kleszcza jest postępowaniem nieco chirurgicznym. Z jakiegoś powodu utarło się jednak, żeby traktować tan zabieg jak bułkę z masłem i dlatego smaruje się masłem powierzchnie kociego ciała, na której żeruje kleszcz. A jednak zabieg taki w żaden sposób nie ułatwi nam wyciągnięcia kleszcza. Należy wystrzegać się stosowania wszelkich maści, które nie spowodują, że kleszcz sam wyślizgnie się z kota. Pasożyta chwytamy pesetą i powoli ciągniemy, w taki sposób, aby go nie rozerwać. Kleszcza należy chwycić jak najbliżej skóry kota, czyli tam, gdzie jest on czarny (skóra i odnóża), nie zaś za brązowy duży odwłok. Kiedy jesteśmy pewni uchwytu zdecydowanym ruchem wyjmujemy pasożyta. Nie wolno go wykręcać. W przypadku, w którym głowa zostanie w kocim ciele wtedy podejmujemy zabieg wyjmowania jej igłą. Po wyjęciu kleszcza ranę należy obmyć spirytusem salicylowym.

Zapobieganie pasożytom

Kleszcza należy znać, wiedzieć coś o nim, ale nie koniecznie się bać. Zanim wykona swój pasożytniczy przelew w naszym kocie, mijają dwa dni, w których możemy zwrócić tego pasożyta odpadom. Co więcej, być może w ogóle nie będziemy musieli się z nim mierzyć, jeżeli zastosujemy wcześniej różne preparaty dostępne w sklepach zoologicznych i polecane przez weterynarzy, które odstraszają pasożyty i niwelują skutki działania kleszczy. Najlepszym wyjściem jest stosowanie preparatów spot-on, którymi smarujemy kark kota. Czynność tę wykonuje się co 4 tygodnie, na trzy dni przed kąpielą kota lub trzy dni po. Tyle czasu krew kota potrzebuje, aby rozprowadzić substancję po całym organizmie. Mało efektywnym jest zakładanie kotu obroży przeciw kleszczom, ponieważ ze względu na koci sposób bycia obroża taka może okazać się szubienicą, na której zawiśnie kot, jeżeli zahaczy nią o gałąź. Kleszcze występują w okresie słonecznych dni, na terenach dzikich jednak ze względu na ocieplenie klimatu i zdziczenie miasta można je spotkać nawet na naszym balkonie niedaleko od Centrum i to w grudniu. Warto więc smarować kota przez cały rok. Kleszcz nie oznacza choroby ani śmierci, jest tylko jej sygnałem. Z początku nawet bardzo słabym. Jako taki wymaga jednak zdecydowanego działania pod presją czasu. Przyroda nie będzie wtedy syta, ale za to kot cały.

Komentarze

Wszystkie komentarze